Za szpitalnymi drzwiami – XX Motomikołaje 2025 – Ania

Jak zaczęła się moja przygoda z Motomikołajami, czyli ta część motomikołajowego finału, o której wszyscy wiedzą, ale niewiele osób widzi (z przyczyn bardzo oczywistych).

Kilka lat temu sama byłam rodzicem małej pacjentki. Moja córka trafiła do USDK na oddział neurochirurgii. Jako początkująca motocyklistka nie miałam jeszcze wtedy pojęcia o Motomikołajach (przepraszam!) i do głowy by mi nie przyszło, że kiedyś zostanę jedną z nich.

Za mną już trzy finały jako wolontariuszka w tzw. grupie szpitalnej. Emocje? Pełen zakres, od nerwów po łzy.

Jak napisałam na początku, to jest ta część finału, o której wiedzą wszyscy, ale niewielu ją widzi, czyli wejście na oddziały do dzieci z prezentami. Brzmi prosto, ale jest to proces poprzedzony wielomiesięczną logistyką i papierologią (Marcin – chapeau bas!). Jest prezentacja motocykli, wjazd maszyn na oddziały, wspólne zdjęcia, no i oczywiście – prezenty.

Dla mnie zawsze najbardziej emocjonalne są rozmowy z rodzicami i opiekunami małych pacjentów. Nawet jeśli jest to tylko kilka słów, bo na więcej nie ma czasu, wiem, że dla tych ludzi nasza obecność też jest ważna.
Niekiedy „pocą się oczy” i wtedy trzeba na chwilę odpuścić, wyjść, wziąc oddech, łyk wody i ruszyć dalej.

Bo niestety nie zawsze te wizyty łączą się z radością świąt Bożego Narodzenia. Pamiętam finał, kiedy na oddziale poproszono nas o nie wchodzenie do jednej z sal, gdzie właśnie mama żegnała się ze swoją córeczką. Jak kończyliśmy odwiedziny u innych dzieci, podeszła do nas, żeby podziękować i przekazać informację, że A. „już zasnęła”… Nas, jako wolontariuszy, na takie sytuacje nikt nie jest w stanie przygotować…

Pamiętam też „akcję winda”, kiedy to w motomikołajowym zamieszaniu pominęliśmy jeden oddział i wraz z super tatą małego pacjenta szybko organizowaliśmy wózek z prezentami.

Czy nadal będę MotoMikołajką, czy będę odwiedzać dzieci w szpitalu? Oczywiście! To dla mnie potężny zastrzyk radości, energii i dobrych emocji na cały rok.

Jestem dumna z tego, że zostałam trybikiem wielkiej maszyny tworzącej dobro i niech to dobro nadal przynosi uśmiech i małym, i dużym.

To co? Widzimy się w grudniu?

Ania

Scroll to Top