Ostatnia niedziela była dla mnie jednym z tych doświadczeń, które zostają w sercu na zawsze. Razem z niezwykłym zespołem kobiet odwiedziłyśmy dziecięce oddziały w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie w ramach XX akcji krakowskich Motomikołajów.
Weszłyśmy w miejsca, gdzie codzienność bywa trudniejsza, niż większość z nas potrafi sobie wyobrazić… a jednocześnie pełna jest cichej, przejmującej nadziei. Miejsca, które na co dzień widzą najtrudniejsze historie… a mimo to pełne są niewyobrażalnej siły.
Spotkałam się tam z dziećmi, które każdego dnia walczą dzielniej, niż można to sobie wyobrazić. Dzieci, które pomimo bólu potrafią się uśmiechnąć, wysłuchać magicznej historii o misiu, który spełnia marzenia, przyjąć iskierkę magii i choć na chwilę zapomnieć o kroplówkach, wenflonach i badaniach.
Widziałam ile mają w sobie odwagi- więcej niż niejeden dorosły.
Patrzyłam na te małe i większe rączki ściskające maskotki, uśmiechy, które pojawiały się pomimo bólu.
Spotkałam tam rodziców bohaterów, którzy czuwają przy łóżkach swoich dzieci, z nadzieją w oczach, mimo zmęczenia, strachu i niepewności. Czułam jak trzymają się dla swoich pociech, żeby dodać im otuchy, a w środku krzyczą z niemocy i lęku. Chciałam przynieść im uznanie za ich determinacje i bezwarunkową miłość, pokazać podziw, docenić, zauważyć ich i ich cierpienie w tym wszystkim, bo niosą na plecach ogromny ciężar.
Jako wolontariuszka czuję ogromną wdzięczność, że mając w moim życiu obecnie te cenne zasoby, jakimi jest zdrowie, czas, możliwości, ale też odwaga do stanięcia ku takiemu wsparciu mogłam choć na chwilę wnieść tam trochę ciepła, wiary i otuchy.
Czasem wystarczy drobny gest – rozmowa, bajka, uśmiech, otulenie, przybicie żółwika – żeby świat choć na moment stał się lżejszy.
Kochani rodzice tych cudownych dzieci. Zwracam się teraz bezpośrednio do Was. To był dla mnie zaszczyt poznać Was. Przeżyłam ogromne wzruszenie jak na chwile w moich ramionach znajdowaliście bezpieczne miejsce, aby móc się na chwilę rozpaść, wypłakać, wyrzucić to co w Was, że mogliścię się poczuć przeze mnie się zobaczeni, usłyszeni i docenieni.
Dziękuję ,że daliście się wesprzeć w swojej otwartości, i ze w kilku sytuacjach byłam z Wami w najtrudniejszych momentach, żeby dać Wam oparcie i obecność.
Cieszę się,ze mogłam być Waszą cegiełką w nadziei.
Chciałabym, żeby ten dzień przypomniał nam wszystkim, jak wiele heroizmu dzieje się po cichu, za szpitalnymi drzwiami.
Jak kruche i jednocześnie jak silne potrafi być ludzkie serce. I jak wielką wartość ma dobro, które ofiarujemy sobie nawzajem.
Niech rozchodzi się dalej. Niech wraca. Niech ogrzewa.
Sara










